Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AalillaA o Misiaku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AalillaA o Misiaku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2014

Piątka nam stuknęła.

    Pięć lat temu o tej porze mniej więcej usiłowałam zjeść roladę na własnym weselu między jednym tańcem, a drugim, pozowałam do zdjęć z moim świeżo upieczonym mężem i cieszyłam się jak nigdy. Balowaliśmy całą noc, cały następny dzień i całą noc po tym dniu. To był jeden z tych dni, które dzieją się raz w życiu, gdzie na samo wspomnienie świecą się oczęta i śmiech jakoś sam z gardła wylatuje, zwłaszcza na wspomnienie poprawin, kiedy tylko słońce przestało oświetlać wszystkie zakamarki, a tam?... Ktoś kogoś trzymając za nogi trzęsie głową w dół, by wytrzepać grosika. Inny ktoś konwersuje z ktosiem słuchaczem o sensie istnienia tego konkretnego gwoździa wbitego tuż nad ich głowami. Rodzice chowają się po kątach, by otrzeć kolejną zbłąkaną łzę. Kolejni ktosie, z kategorii bomb energetycznych zamawiają następną piosenkę, bo noc jeszcze młoda. A my, zatrzymujemy na sobie wzrok na chwilę, by w tej krótkiej chwili zatrzymać czas i napawać się tą chwilą, a za moment dać się porwać gościom weselnym. Dziś siedzę sobie na kanapie i wspominam pisząc tego posta, nawiasem mówiąc pierwszego od dawna. Dziś właśnie mija piąta rocznica naszego ślubu, Jak ten czas okrutnie pędzi.


PIĘĆ LAT TEMU: 




wtorek, 6 maja 2014

Kochany tatuś.

    Pan Tata przebywa obecnie na przedłużonej majówce, co cieszy nie tylko jego samego, ale i mnie, a przede wszystkim naszego synka. Odkąd tata jest w domu cały czas Kuba praktycznie nie odrywa się od niego. Z tatusiem wstaje i tatę prosi o mleczko. Z tatą idzie na pierwsze siku, z tatą chce jeść śniadanie i myć rączki, z tatą chce się bawić i tatę wyciąga na spacerek, z tata najlepiej smakuje obiad, w końcu z tatą chce się kąpać i z tatą również zasypiać zarówno popołudniu jak i wieczorem. Wszystko chce robić z tatą i wszędzie chce chodzić z tatą. Mama poszła w odstawkę, aż boję się tego dnia kiedy tata będzie w pracy, a mnie przyjdzie położyć Małego do snu. Ale nie ma co się dziwić, bo tatusia nasz synuś ma kochanego. Bawi się z nim, poświęca mu czas i przytula w potrzebie i bez potrzeby także. Spełnia życzenia, choć nie wszystkie, nie mogę powiedzieć, że go rozpieszcza, no może czasem odrobinę, hihi. Aż serce rośnie jak na nich patrzę razem, teraz przypomniała mi się sytuacja z autobusu, kiedy to Kuba usilnie chciał stać przed siedzeniem, ale wiadomo, że na kolanach jest bezpieczniej, tatuś wziął go do siebie na kolana, a Mały w płacz, żal i rozpacz, trwało to chwilę, bo w ramionach tatusia uspokoił się bardzo szybko, przytulił się mocno i jechał dalej grzecznie i spokojnie. To niby takie nic, taka codzienna sytuacja, a wzruszyła mnie niemal do łez. Jedyne co mi wtedy na usta się cisnęło to: kochanego masz tego tatusia synku.

A tutaj tatuś karmi ;)

niedziela, 12 maja 2013

Akcja rzucanie palenia.

    O tym jak mnie się udało rzucić palenie już jakiś czas temu wspomniałam. Teraz czas na mężusia. Od lat podejmował próby rzucenie z tym wstrętnym nałogiem za pomocą różnych tabletek, plastrów i gum. Wszystko było dobre na chwilę. Tym razem zainwestowaliśmy w papierosa,  konkretnie w epapierosa. Mam nadzieję, że to pomoże, bo jak już to nie pomoże to więcej już nic kupować nie będę. A jak mój ślubny teraz wróci do palenia, a kiedyś sam będzie chciał rzucił to będzie zdany na własną silną wolę i tylko na nią. Teraz wiadomo wola też jest, ale nie samotna. No nic, trzymać kciuki proszę. O postępach będę informować na fb i g+, więc ciekawych zapraszam tam właśnie.

piątek, 15 marca 2013

Miara miłości.

    Kiedyś miarą miłości jakiejś szkolnej miłości Andrzeja była kartka - walentynka lub zwykły list, w kwestii tego akurat szczegółu pamięć moja zawodzi, ale nie takowy szczątek informacji jest istotny w temacie. Otóż owa kartka zawierała przekaz jasny i od serca, a patrząc z perspektywy czasu był on również komiczny. Jedno zdanie zamieszczone na tej starannie złożonej kartce papieru przywarło mi do pamięci i rozśmieszyło do łez. Było to wyznanie miłości obrane w kilka słów, które  pomimo, że osobno emanują sensem i przeciętnością, razem zestawione brzmią co najmniej dziecinnie: "Kocham Cię bardziej niż moje buty", ot pojęcie miary miłości w oczach ucznia szkoły podstawowej. Na szczęście dane nam, ludziom jest się rozwijać, dorastać, przewartościowywać i dojrzewać. I nasza miara miłości także kwitnie i dojrzewa, ewoluuje od "kocham Cię bardziej niż moje buty", przez "kocham Cię najmocniej na świecie" do "kocham Cię tak mocno, że pozwoliłbym Ci odejść". Zatrzymajmy się przy tym ostatnim chwilę bądź dwie. Zdawałoby się, że najmocniej kocha ten, który zatrzymuje partnerkę przy sobie za wszelką cenę, walczy do upadłego, prosi, grozi, szantażuje bo kocha aż tak mocno, że nie chce żyć bez tej drugiej osoby. A tymczasem najmocniej kocha ten, który jest w stanie odpuścić, poświęcić własne szczęście u boku ukochanej, by ta była szczęśliwa bez niego, jeżeli oczywiście dana wybranka serca rzeczywiście szczęśliwsza  byłaby sama, lub u boku innego.

Ps. Za inspirację do tego posta dziękuję mężowi, który dziś mi powiedział jak bardzo mnie kocha.

niedziela, 10 lutego 2013

Upadek i wzlot.






























   Się troszkę wczoraj pokłóciliśmy. Były łzy, trudna rozmowa, poważne słowa. Wyjaśniliśmy sobie co nieco. Nocą upojnie pogodziliśmy. Dziś jesteśmy szczęśliwsi niż byliśmy przedwczoraj...



czwartek, 17 stycznia 2013

Historia naszego życia.

    Dziś mija nam ósmy roczek związku. Związku, który w swoich wzlotach i upadkach uczył nas miłości, cierpliwości, rozkoszy, pokazał co to jest gniew, zazdrość, rozczarowanie. Burzliwy w emocjach, lecz spokojny i poukładany po wierzchu. Splotła nas nić uczucia. Uczucia tak pierwotnego i silnego, że jednym słowem wcale ogarnąć się go nie da. I mimo, że momentami było ciężko, mimo przepaści jaka pojawiała się między nami, mimo wszystko, ta nić trzymała i trzyma nas nadal. Związanych
Mimo, że mieszkaliśmy w tym samym mieście, ba w tej samej dzielnicy poznaliśmy się dopiero w szkole. Chodziliśmy do tego samego technikum, na ten sam kierunek, do tej samej klasy, tylko w innych rocznikach.  Szybko podjęliśmy decyzję o wspólnej przyszłości, ślubie, dziecku. Na przeszkodzie stał młody wiek i wówczas jeszcze nie zakończone nauczanie. Gdy zaczęliśmy się spotykać ja uczęszczałam do pierwszej klasy technikum i miałam niespełna szesnaście lat i tak na prawdę nikt nie brał tego związku na poważnie. Cztery lata później, gdy ja kończyłam naukę, a Misiak wyjeżdżał do wojska planowaliśmy już ślub i już nikt nie miał wątpliwości, że to poważne uczucie i świadoma decyzja.
Gdy zaczęliśmy się spotykać pochłonęła nas namiętność i młodzieńcza spontaniczność, ale na tym nie kończyły się nasze relacje. Mijały nam minuty, godziny, noce na rozmowach do rana przy blasku świec i stłumionym dźwięku radia. Poznawaliśmy się coraz bardziej. oraz bardziej obnażaliśmy się przed sobą fizycznie i emocjonalnie. Misiak był pierwszą osobą, której mogłam powiedzieć wszystko i powiedziałam. A on nie przestraszył się, nie uciekł. Został przy mnie, wspierał i pomógł przezwyciężyć wszystko z czym zmagałam się tyle lat. Był przy mnie gdy płakałam, by służyć ramieniem i nadstawionym uchem. Był gdy sama nie chciałam być ze sobą, by przekonać mnie, że świat nie jest taki okrutny jakim mi się przedstawił. Był gdy się śmiałam, by śmiać się wraz ze mną i dbać, by ten stan trwał jak najdłużej. A ja? Co dałam w zamian? Chyba tylko siebie. Pokazałam mu inny świat, inne spojrzenie na wiele sytuacji. Staliśmy się sobie przyjaciółmi, powiernikami, kochankami. i trwaliśmy nada w szalonym związku miłości szkolnej.
Potem był burzliwy okres. Misiak ukończył szkołę wcześniej i poszedł do wojska. Ja zakończyłam naukę i wkrótce potem on zakończył swoją przygodę w służbie. Pojawiła się przepaść, łzy, gniew, zazdrość i bezsilność. Chciałam odejść. Nie zrobiłam tego. Długo przyszło mi mierzyć się z goryczą i bólem. Wiele rozmów, kłótni i żalów później znowu zaznaliśmy szczęścia.
Postanowiliśmy iść dalej. Przybliżaliśmy się do siebie coraz mocniej, tworzyliśmy prawdziwe małżeństwo. Postaraliśmy się o dziecko. Razem byliśmy w ciąży, razem rodziliśmy, razem wychowujemy syna.
Teraz jesteśmy tu. Wciąż razem, wciąż zakochani. Szczęśliwi.