sobota, 18 maja 2013

Lekarz, lekarzowi nie równy.

Notka sporych rozmiarów, ale mam co opisywać.

     Nie raz i nie dwa się skarżyłam na okropny ból podczas miesiączki. A ból był tylko jednym z wielu problemów i dolegliwości. Myślałam początkowo, że jako kobieta po porodzie po prostu już tak mam. Wszak każda z nas przeżywa te dni inaczej. I raczej nie mówimy otwarcie i bez  ogródek o szczegółach, zwłaszcza fizjologicznych towarzyszącym miesiączce. Skąd więc miałam wiedzieć, że to co się że mną działo to nie tylko zwykły ciężki okres? Ale ja wiedziałam. Po prostu czułam, że coś jest nie tak. Poszłam się poskarżyć do mojego ginekologa, bo do kogo innego miałabym iść.
Zatrzymajmy się chwilę przy tym lekarzu. Szanowany specjalista, do którego rzesza kobiet ustawia się w kolejce, dodajmy, że kolejka zawsze mierzy minimum dwie godziny czekania. Sam lekarz jest sympatycznym mężczyzną co i nie stroni od żartu. Przyjmuje w prywatnym gabinecie w dwóch miejscowościach w sumie cztery dni w tygodniu. Każda wizyta niezależnie od tego czy pacjentka przyszła na badanie, czy zinterpretować wyniki kosztuje stówkę plus ewentualna cytologia i usg piersi. A skoro pacjentki biją drzwiami i oknami, można bezpiecznie założyć, że doktor na brak pieniędzy nie narzeka. Co oczywiście widać również w gabinecie, a raczej w jego wystroju i wyposażeniu. Wiadomo, wygodnie, czysto i nowocześnie. Ale czy to czyni go dobrym lekarzem? Nie sądzę. Chodziłam do niego od najmłodszych lat. Nawet nie chcę liczyć jaki majątek założyłam na jego ręce, na które nota bene składam również zdrowie swoje i synka, bo nie trudno się domyślić, że lekarz ten prowadził moją ciążę. Ale ciąża się skończyła, a zaczęły się problemy. Z ufnością i przekonaniem, że mi pomoże zasiadłam na pięknym, wygodnym fotelu i zaczęłam opowiadać o tym jak przeżywam moje miesiączki.
Teraz uwaga! Ku przestrodze obnażę się przed Wami od pasa w dół i napiszę bez ogródek o tym wszystkim co mnie martwiło. Napiszę to, co mówiłam ginekologowi. Zaczynając od bólu. Cierpiałam już przed każdym okresem, ale nie na tyle mocno, by nie pomagała mi zwykła no-spa. Pierwszy dzień miesiączki wyglądał w miarę normalnie, nie licząc nieco większego bólu niż zwykle. Drugi i trzeci dzień też nie odstawały sporo od normy. Cyrk zaczynał się w dniach kolejnych. Po trzy, czterodniowym prawie normalnym okresie następowała przerwa na dzień lub dwa. Potem przez kolejne cztery dni krwawiłam jak zarzynana świnia. Czyli średnio co trzy, cztery godziny wylewała się ze mnie krew, której nie powstrzymała podpaska do spółki z tamponem. Nie wyglądała jak krew menstruacyjna, a jak krew po prostu, taka jaka leci z przeciętnego palca.  Nie pachniała (śmierdziała) jak krew menstruacyjna, a po prostu jak krew, metalicznie. A krew to nie wszystko, co wydalałam  Były jeszcze skrzepy jak i kawałki tkanki wielkości dziecięcej pięści. Każdemu takiemu "wypróżnieniu" towarzyszył ból i skurcze macicy takie, jak przy porodzie. Między nimi też bolało, ale znośnie. Że nie wspomnę o tym, że z utraty takiej ilości krwi już kręciło mi się w głowie, miałam nudności i byłam strasznie osłabiona. Towarzyszyły mi również uczucie gniecenia i ciężkości macicy, a czasem miałam takie wrażenie, jakby ktoś mściwy zaszył mi w brzuchu żarzące się brykiety.  Bywały momenty, kiedy poważnie zastanawiałam się nad wezwaniem karetki, bo byłam przekonana, że jakimś cudem mimo kilku negatywnych testów jestem w ciąży i właśnie ronię. Ale ból w końcu przechodził, przechodziły również krwawienia i inne dolegliwości.
Po kilku takich miesiączkach i epizodzie z krwiomoczem wybrałam się do lekarza. Zwierzyłam mu się tak jak Wam teraz nie starając się nawet ukryć emocji. A lekarz - ten, do którego chodziłam od lat, który zna mnie po imieniu i jest szanowanym specjalistą patrzył na mnie z niedowierzaniem, zaprosił do badania i usg. Poprosiłam o cytologię, bo sam jej nie zaproponował. Na podstawie usg stwierdził, że wszystko w porządku i wizyta dobiegała końca. Zapytałam co z tymi miesiączkami, a w odpowiedzi usłyszałam, że może mi przepisać pigułki antykoncepcyjne i ból powinien nieco zelżeć. Koniec wizyty. Wyszłam zdziwiona i zawiedziona, bo poczułam się niesamowicie zignorowana. Ale mimo wszystko ufałam swojemu lekarzowi i stwierdziłam, że poczekam do następnego okresu. Jednak ten się nie pojawiał. Cykle zawsze miałam długie, około czterdziestodniowe, ale minęło sporo czasu, a miesiączki nie było. Cóż mi pozostało jak nie obrać kierunek na lekarza ginekologa. Umówiłam się na wizytę, ale tym razem do innego lekarza, a właściwie lekarki. Poleciła mi ją An, tak się złożyło, że była akurat w Polsce na roczku Kubusia i też była umówiona do swojej pani ginekolog. Już miałam przełożyć wizytę, bo po trzech miesiącach wreszcie dostałam okres, dodam, że również paskudny. Ale An przekonała mnie, że powinnam pójść nawet podczas okresu, a w sumie to nawet dla lekarki lepiej. Poszłyśmy razem.
 Między ginekologiem, do którego chodziłam do tej pory, a lekarką do której przyprowadziła mnie An  była przepaść. Wystrój i wyposażenie gabinetu, system rejestracji i pani ją obsługuje sprawiają wrażenie zawieszonych w czasie PRL-u, ale czy to czyni ją złym lekarzem? A żeby odpicować sobie gabinet trzeba mieć na to fundusze, a pani doktor bierze 70 polskich złotych za badanie, 50 za usg, które wykonuje jej syn, również ginekolog i tu trzeba wtrącić, że mamy w ten sposób opinię dwóch lekarzy, a za konsultację, wypisanie recepty, lub omówienie wyników nie bierze nic. Sama pani ginekolog jest również przesympatyczną dość wiekową kobietą. Na dzień dobry zostałam poproszona o rozebranie się do pasa i położenie się na leżance w celu przebadania piersi. Potem wywiad, w którym cofnęłam się, aż do czasów pierwszej miesiączki. I w końcu przeszłyśmy do problemu, z którym przyszłam. Zostałam wysłuchana i wypytana o szczegóły. Opowiedziałam moją historię mniej więcej tak, jak zrobiłam to przy pierwszym lekarzu i znowu spotkałam się z niedowierzaniem. Pani doktor nie mogła pojąć, dlaczego nie udzielono mi pomocy. Po długiej rozmowie zostałam przebadana na tym "odjazdowym" fotelu, wiadomo którym. Badanie za pomocą rąk i wziernika. Muszę przyznać, że mimo tego, że byłam w trakcie okresu, badanie nie przysporzyło mi więcej bólu niż było trzeba. A trzeba było trochę pougniatać tu i ówdzie,żeby wiedzieć gdzie boli. Lekarka stwierdziła powiększoną macicę, przepisała antybiotyki, witaminę B complex na poprawę jakości krwi i lek o działaniu rozkurczowym. To działanie na chwilę, ale doktorka stwierdziła, że przecież nie muszę tak cierpieć przez ten okres do momentu postawienia diagnozy. Umówiłam się na usg za dwa dni. Wynik: przerost endometrium (błony śluzowej macicy)  i nielinijne coś tam, generalnie chodziło o to, że powierzchnia błony nie była gładka. Dostałam skierowanie do szpitala na wyłyżeczkowanie macicy i badanie histopatologiczne. Po miesiącu odebrałam wyniki: Rozrost polipowaty endometrium. Przewlekłe zapalenie endometrium z ogniskami martwicy. Co do rozrostu. Najprawdopodobniej odpowiada za to źle dobrana antykoncepcja - przez lata brałam microgynon, który jak dla mnie ma za dużą dawkę hormonów. Wcześniejsze zdanie również ku przestrodze.
Jak na ironię, dziś się leczę pigułkami antykoncepcyjnymi. Ale tym razem są bezpieczniejsze, takie dla matek karmiących. Kontrola za jakieś pięć miesięcy.





29 komentarzy:

  1. Endometrioza czy tylko czasowe problemy?

    Oby Ci szybko pomogły te tabsy i żebys mogła zajśc w kolejna ciążę bez problemów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję , że to czasowe...

      Usuń
    2. A lekarz nie powiedział?

      Usuń
    3. Nie. Ale wiem, że lekarze zazwyczaj unikają opowiadania o przypuszczeniach . W sensie, nie straszą, póki nie jest to konieczne, jeśli wiesz o czym mówię. Skąd pytanie o akurat tą przypadłość?

      Usuń
    4. Pytanie bo moja mama ma i prawdopodobnie mnie tez czeka... :P
      Ostatnio okres to naprawde wielki ból i wielkie skrzepy, mam do tego policystyczne jajniki... Myaslałam że może wiesz cos więcej...

      Lekarze zazwyczaj mówią o przypuszczeniach ale uspokajają, że to tylko przypuszczenia. Tak z doświadczenia widzę...

      Usuń
    5. Moja koleżanka też na to cierpi...
      Może zgłoś się z tym do gin? Z doświadczeń koleżanki: endometrioza to nie tylko ból podczas miesiączki, ale też ból kontaktowy i również (niestety) zespół policystycznych jajników. Ale i to nie wszystko: jeżeli endometrium "zawędruje" do jelit, a lubi to wiąże się to z dolegliwościami właśnie z tym narządem. To samo tyczy się pęcherza,a nawet płuc (choć to zdarza się bardzo rzadko).

      Co lekarz to obyczaj :) Myślę, że nawet jak moja lekarka coś przypuszcza, to nie mówi, bo inaczej czekałoby mnie życie w niepewności przez kolejne pięć miesięcy...

      Usuń
    6. A dlaczego aż 5 miesięcy? Strasznie długo...
      U gina byłam całkiem niedawno i nic mi nie dolega teoretycznie :P

      Usuń
    7. Bo tyle trwa kuracja moja obecna

      Usuń
  2. o jejku. Nie zazdroszczę. oby już było dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja bym temu pierwszemu lekarzowi to nie wiem co zrobiła, nie rozumiem jak można mieć czyjeś zdrowie i życie w rękach (a do tego jeszcze pieniądze!!!!) i mieć taki stosunek, taką niekompetencję, taką totalną olewkę. No po prostu wyszłam z siebie w tym momencie! Niestety z moją mamą było podobnie, ma nadczynność tarczycy, lekarka nie sprawdziła wyników, stwierdziła że jest zdrowa, odstawiła leki i wysłała do domu. A jaki mama miała wynik jak odebrała je przy najstępnej wizycie, która była zaraz w następnym tygodniu, bo myślała że się wykończy? Jakiś 5 razy większy niż być powinien, nawet w laboratorium sprawdzali 3 razy i podkreślili to z wykrzyknikami na kartce. Taka nasza służba zdrowia:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety widzę dużo przypadków takich lekarzy... I mie ważne czy to na nfz, czy prywatnie.

      Usuń
  4. Współczuję bóli, bo wiem co masz na myśli. Ja przeżywałam to jeszcze jako nastolatka, łącznie z mdleniem i niemożliwością funkcjonowania. Wychwalani w okolicy (i kosmicznie drodzy) lekarze, najpierw mi mówili "urodzi, to przestanie bolec"... 15-letniej dziewczynie. Jeden powiedział "anty + operacja, bo dzieci i tak nie będzie". A lekarz, który mimo nowoczesnego gabinetu, potrafi miec przystępne ceny, baa... częśc wizyt nieodpłatnie miałam, potrafił lekami wyprowadzic z bóli, w ciążę zaszłam, a nawet urodziłam zdrową pannę. Kasa to nie wyznacznik, ale niestety nie można się opierac na jednej opinii. Zawsze staram się skonsultowac diagnozę drugi raz.
    Życzę, by tabletki pomogły i "e dni" przestały byc horrorem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. He, mnie tak mówili o migrenie "jak pani urodzi to samo przejdzie", też wtedy miałam koło 15 lat... Pewnie Cie nie zdziwi, jak powiem, że nie przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę przeczytałam od A do Z i przeraziłam się.;/
    Jak lekarz, który przyjmuje tak dużo pacjentek mógł Cię tak potraktować? ;]
    Po prostu brak słów.
    Wielkie szczęście, że trafiłaś na taką sympatyczną i co najważniejsze rzeczową lekarkę.
    Pozdrawiam i niech problemy z tymi dniami się jak najszybciej skończą!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że w końcu dobrze trafiłam. Nie wiem jak by się to skończyło gdybym trzymała się tego jednego lekarza...

      Usuń
  7. niektórych lekarzy za ich niekompetencje to bym udusiła gołymi rękoma...liczy się kasa i nic więcej. Dobrze, że w końcu trafiłaś do dobrego lekarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę :)
      Tacy lekarze to nie lekarze, tylko maszynki do robienia pieniędzy...

      Usuń
  8. Mnie czeka wizyta u gina, ale... Nie mam pojęcia do kogo iść, co by trafić na lekarza z powołania. I tak mijają lata... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki sama się nie przekonasz, to nie będziesz wiedziała... Ale ogólnie lepiej iść do trzech by znaleźć odpowiedniego, niż nie iść w ogóle....

      Usuń
  9. Współczuję :(
    A pierwszego lekarza ..ehhh - brak słów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa są, tylko nie mieszczą się w słowniku kulturalnego człowieka...

      Usuń
  10. Dopiero wróciłam i powoli nadrabiam zaległości. Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż się nóz w kieszeni otwiera. Ja takie krwawienie które ty opisujesz mam tylko w drugim i trzecim dniu. Taz nawet ze sklepu nie wiedziałam jak wyjść bo za przeproszeniem poleciało ze mnie jak z zarżniętej świni. Ale potem już jest o wiele mniej. Mialam tak zawsze i nawet po porodzie mi to wróciło. Cóż, co do lekarza, jak ktos ma za duzo to mu sie w tyłku przewraca. Lekarzy z powołania jak na lekrastwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie tak nigdy tak nie miałam i nie wiem jak można to zignorować, nie rozumiem...

      Usuń
  12. Przede wszystkim współczuję bólu i przeżyć, teraz jesteś w rękach dobrego specjalisty i oby było już tylko lepiej!
    A o lekarzu ginekologu, którego najpierw opisałaś, mogłabym napisać dokładnie to samo, tyle, że w moim mieście. I chyba w końcu to zrobię, głownie dla innych kobiet, żeby wiedziały, że ekskluzywny wygląd gabinetu i kolejni w poczekalni nie świadczą jeszcze o profesjonalizmie lekarza, nawet jeśli generalnie nie ma złej opinii. Taki właśnie niby super doktorek prowadził moją pierwszą ciąże i dziś kiedy nie rządzą mną hormony, to bym go chyba zjechała od góry do dołu... Pozdrawiam i życzę zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełno takich pseudo lekarzy niestety...

      Usuń
  13. ja długo szukałam dobrego lekarza który naprawdę się zna a nie tylko mówi że jest dobrze
    miałam to szczęście ze akurat do ośrodka gdy zaszłam w ciąże przyjęli nowego lekarza który okazał się spoko i cala ciąże też było oki
    teraz po ciąży mam rzadko miesiączki i skąpe muszę się wybrać
    ale prawda jest ze lekarz lekarzowi nie równy
    ja znów miałam przejścia z dermatologami którym firmy farmaceutyczne pąłcą i przepisują te produkty ktorę im kazano

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przypisywanie leków to jeszcze inna rzecz. Wiem, że te pigułki antykoncepcyjne, które mi przepisał, przepisywał na prawo u lewo.

      Usuń

Cenię umiejętność wyrażania własnego zdania bez zbędnych wulgaryzmów i krytykę konstruktywną...
Oraz wysiłek włożony we wpisanie choć jednej literki w polu "Nazwa":)
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Każdego chętnego zapraszam ponownie :)