środa, 15 czerwca 2016

Pobawmy się!

    Tak często słyszę te dwa słowa. Dziennie kilka... dziesiąt razy jakieś. Pobawmy się! I nic w tym złego, a wręcz przeciwnie, że dziecko z takimi potrzebami do rodziców przychodzi. A jednak zabawa z dzieckiem była przez jakiś czas dla mnie trudnym tematem. Bo jak się przyznać przed sobą i przed własnym dzieckiem, że mama nie lubi się bawić? Przecież każdy szanujący się DOBRY rodzic, zajmując się dzieckiem MUSI się z nim świetnie bawić, prawda? A g***o prawda. Zabawa na siłę to nie zabawa, a moje dziecko od razu wyczuje, że coś jest nie tak. I po co to komu? No ale co zrobić? Nie będę przecież z czteroletnim synem w ramach zajmowania czasu i dla zabawy pisała bloga, czy malowała paznokci... Z niemowlakiem takiego problemu nie było. Zabawić go nie było trudno. Z biegiem czasu jednak umysł syna, jego wyobraźnia i preferencje zaczęły się rozwijać w zastraszającym tempie. I chwała mu za to, mimo, że podniósł mi poprzeczkę do góry. Zajęło mi trochę, zanim zdałam sobie sprawę z tego, że ja niczego NIE muszę. Jedyne co muszę, to znaleźć złoty środek. Nie muszę uwielbiać bawić się chłopkami,czy kopać piłki. A mój syn powinien o tym po prostu wiedzieć, przecież w życiu też nie każde dziecko będzie chciało się z nim bawić tak jak on tego akurat chce. Z tatą też nie ma co liczyć na pieczenie ciastek, czy gotowanie wspólnie obiadu, co Kuba uwielbia robić i ani tata ani syn nie mają z tym problemu. I odkąd mama - znaczy się ja, zaczęłam mówić Kubie, że tej czy tamtej zabawy nie bardzo lubię, albo nie mam teraz ochoty, żyje się nam wszystkim prościej. Syn taki obrót sprawy doskonale zrozumiał i w pełni zaakceptował. Wie przecież, że to wcale nie oznacza, że mama go nie kocha, ani, że nie chce z nim spędzać czasu. Wręcz przeciwnie, chcę z nim spędzać czas i chcę to robić z radością dla nas obojga. Trzeba było tylko znaleźć wspólny język. Co nie było trudne, w końcu to przecież mój syn.

I tak już się to poukładało, że z tatą najlepiej bawi się chłopkami, wychodzi na spacery i kopie piłkę. Skaczą obydwoje jak szaleni na trampolinie i udają superbohaterów.




    Z mamą zabawa jest przy pieczeniu ciastek, albo robieniu babek z piasku. Wszelkie artystyczne wypełniacze czasu, czy eksperymenty to też mamy działka. Rowerek i kreda na chodniku przed domem, albo kręgle w ogrodzie to również zabawa dla mnie i dla synka. 






















10 komentarzy:

  1. I wszystko się wyrównuje: trochę zajęć z tatą, trochę z mamą. Dziecko szczęśliwe, że oboje rodzice poświęcają mu czas. Nie ma sensu udawać na siłę. Tak jak napisałaś - dziecko potrafi to wyczuć.
    Pozdrawiam :)
    www.jowiszonek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, toż to o to chodzi by wszyscy byli zadowoleni 😊

      Usuń
  2. Ja nie potrafię się wygłupiać z dziećmi, wydawać tych wszystkich dziwnych odgłosów, ale lalki czy klocki mam opanowane ;) Może nie będzie tak źle ;)
    ohbobas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie,bo najważniejsze jest to, żeby znaleźć złoty środek i przy dziecku do niczego się nie zmuszać, bo dziecko od razu wyczuje fałsz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda, a wtedy z zabawy nici i ani dziecko ani rodzić nie czują z tego satysfakcji i bliskości.

      Usuń
    2. Tak to prawda, a wtedy z zabawy nici i ani dziecko ani rodzić nie czują z tego satysfakcji i bliskości.

      Usuń
  4. Równowaga musi być :) Moja córka wie, że do pewnych zabaw nie ma co mnie namawiać, bo jak mam się bawić na siłe to wolę wcale!

    OdpowiedzUsuń

Cenię umiejętność wyrażania własnego zdania bez zbędnych wulgaryzmów i krytykę konstruktywną...
Oraz wysiłek włożony we wpisanie choć jednej literki w polu "Nazwa":)
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Każdego chętnego zapraszam ponownie :)