wtorek, 26 marca 2013

Moja droga nikotynowa.


źródło
   Na wstępie przyznać muszę się szczerze, że palaczką byłam nałogową, nie, wróć, palaczką jestem nałogową, choć nie pale już od półtora roku . Również szczerze, choć niechętnie zdradzę, że romans z papierosem zaczęłam już w szkole podstawowej. Pamiętam swoje pierwsze papierosy, wyjarane w lesie, w doborowym towarzystwie rówieśniczek. Zachowywałyśmy się tak, jakbyśmy miały co najmniej napaść na bank. Te wszystkie przygotowania i obmyślanie planu. Wcale nie było nam trudno zdobyć fajki, bo rodzice każdej z nad palili, co też znacznie ułatwiło nam problem zamaskowania zapachu dymu na ubraniach i nie tylko na ubraniach. W sumie w ogóle nie przejmowałyśmy się cuchnącymi ciuchami. Raczej naszą uwagę skupiało zabijanie wyziewu nikotynowego i zespołu śmierdzących palców, do czego stosowane metody były tak wymyślne, że do dziś mnie śmieszą. Hitem było trzymanie monet, najchętniej miedziaków w dłoniach przez dość długi czas, brudzenie się w gruncie, najlepiej leśnym i obowiązkowe były miętowe gumy. Nie małym zainteresowaniem cieszył się również czosnek, ogórki kiszone. Ale to tylko część otoczki pod tytułem "żeby się nikt nie dowiedział". Koniecznością była dobra skrytka na papierosy. I tak modnym mieszkaniem dla małych nikotynowych przyjaciół stał się licznik na klatce, skrytka na strychu, lub torebeczka przyklejona za szafą... było tego trochę. Ale w tym czasie to nie było jeszcze uzależnienie, tylko podpalanie, próbowanie zakazanego owocu, początek buntu, może chęć zwrócenia na siebie uwagi, popisy przed towarzystwem.
Potem, gdy już chodziłam do gimnazjum można by się pokusić o określenie uzależnienia. Paliłam nie tylko w towarzystwie, ale dla odreagowania emocji, dla samej idei palenia. I tak zostało. Aż do tego magicznego momentu. Owszem rzucałam to świństwo nie raz i nie dwa z marnym skutkiem jak już się pewnie domyślacie. Były momenty kiedy nie paliłam przez dwa miesiące, zazwyczaj był to okres wakacyjny, który cały spędzałam u babci, tam byli inni ludzie, w sumie to nie miałam tam znajomych, był spokój. Na nic to, bo gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania papierosy znowu wołały, a ja się nie opierałam.,aż do momentu, kiedy powiedziałam stop. Ów moment nie był jednak przypadkowy, bowiem była to chwila, w której dotarło do mnie, że pod sercem noszę bezbronne życie, za które jestem odpowiedzialna. I nie, nie był to dzień, kiedy to zobaczyłam na teście dwie piękne kreski. A raczej dzień, w który to do mnie dotarło. Potrzebowałam około miesiąca. Macierzyństwo czyni cuda.

17 komentarzy:

  1. Ja zawsze mojemu R. powtarzam że rzucę jak będę w ciąży, ponieważ nic innego nie jest chyba mnie w stanie zmotywować do rzucenia tego świństwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że z takim podejściem nawet w ciąży nie rzucisz... Mnie bardzo pomogły wcześniejsze próby. Dowiedziałam się, że to wcale nie jest tak, że przy skrajnym zdenerwowaniu trzy buchy mi nie zaszkodzą, dowiedziałam się też jak reaguje moje ciało i umysł, mogłam się przygotować.

      Usuń
  2. ja kiedyś sporadycznie popalałam, ale przez miesiąc i zużyłam wtedy nawet nie całą paczkę. U nas praktycznie z trzech rodzin (my, rodzice moi i teście) pali tylko teść. Trzymam kciuki żebyś utrzymała się w niepaleniu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, czasem nie jest łatwo... :)

      Usuń
    2. Oj wiem...przyjaciółka nie paliła w ciąży i przez rok karmienia piersią...niestety znowu do tego wróciła...
      dlatego tym bardziej mocno zaciskam kciuki :*

      Usuń
    3. Moja kuzynka też rzuciła.w ciąży i potem wróciła , teraz żałuje

      Usuń
  3. Ja też rzuciłam 4 lata temu i dziś jestem neofitką, po prostu nie znoszę dymu nikotynowego. Dobrze zrobiłaś i wytrwaj w tej decyzji, powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cztery lata to krótko, przynajmniej moim zdaniem, ale wystarczy żeby się porządnie wciągnąć, tak więc gratuluję rzucenia :)

      Usuń
  4. ja mimo tego zła i smrodu w sumie wspominam palenie dobrze. Z dobrymi chwilami mi się kojarzy. Ale jednak... cudownie nie być uzależnionym od niczego! Że wstajesz rano i nic Ci nie woła: 'zapal, musisz zapalić", że nie ma przymusu palenia w towarzystwie. Cudownie być wolnym, co nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak to jest rzucić palenie pod wpływem macierzyństwa, bo fajek nie cierpię!!
    Nienawidzę, brzydzi mnie ich smród i w ogolę jestem na nie.;D
    Ale jestem pełna podziwu.
    Mój tato rzucił fajkami po ok 30 latach nałogowego palenia.
    Taki z niego bohater, a w ciąży nie był, haha.;D
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrazy uznania dla taty, należą mu się brawa!

      Usuń
  6. O tak.. i w moim przypadku świadomość noszenia maleństwa pod sercem pomogła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większej motywacji chyba niema nic...

      Usuń
  7. oby tym razem udało Ci się wytrwać :)

    OdpowiedzUsuń

Cenię umiejętność wyrażania własnego zdania bez zbędnych wulgaryzmów i krytykę konstruktywną...
Oraz wysiłek włożony we wpisanie choć jednej literki w polu "Nazwa":)
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Każdego chętnego zapraszam ponownie :)