piątek, 30 listopada 2012

Po kontroli.

    Pojechaliśmy wczoraj do przychodni przyszpitalnej na kontrolę z Bubusiem. Po ściągnięciu szyny przy oględzinach  widać było, że nieusztywniona rączka jeszcze Malutkiego boli. A, że Synuś to takie małe, bardzo ruchliwe dziecię, to lekarz musi mieć pewność,  że kość się zagoiła by można było rączkę uwolnić. Bo na takim etapie rozwoju o upadki nie trudno. Ostatecznie szyna wróciła na swoje miejsce i będzie nam  towarzyszyć jeszcze przez kolejne dwa tygodnie. A potem kolejna wizyta kontrolna. Mam nadzieję, że ten czas już wystarczy i pozbędziemy się tego (nie)zbędnego ciężaru.
Zastanawialiście się jak z unieruchomioną rączką radzi sobie nasz dzielny mały facecik? On, całkiem nieźle. My, gorzej.  Jak to? A no tak, że niezwykle absorbujący, uwielbiający zabawy i zajmujący bobas stał się jeszcze bardziej absorbujący i zajmujący. Bo przecież Maluchowi trzeba jakoś zorganizować czas, który dotąd poświęcał na raczkowanie, wspinanie, stanie i puszczanie. Tak więc Kubuś praktycznie nie schodzi mi z rąk. Staram się z nim chodzić trzymając go pod paszkami, podtrzymuję przy meblach, żeby mógł się bawić tak jak dotychczas. Oczywiście sztuka utrzymania równowagi na własnych nogach jest jeszcze trudniejsza, ale Kubuś jest uparty i nie poddaje się. Oprócz tego dużo siedzimy na podłodze i bawimy się razem w a kuku, robienie min i dziwnych dźwięków, łaskoczemy, zaczepiamy itd. Czyli wszytko to co dotychczas tylko dużo dłużej, więcej i częściej. Czasem uda mu się trochę poczołgać po podłodze jak ma na tyle siły, żeby podnieść się na jednej rączce. Z leżeniem na brzuszku nie ma problemów, ale jak nie można sobie poraczkować tam gdzie się chce, to już nie to samo. Za to u mojej mamy jest inaczej. Bo u mojej mamy jest chodzik. Tak, wiem chodzik to samo zło i teraz doskonale mogę się o tym przekonać, jak widzę jak Kubuś sobie z nim radzi. Ale cóż zrobić. Stwierdziliśmy, że chwila w tym diabelnym wynalazku mu nie zaszkodzi. A przynajmniej da i nam i jemu trochę wytchnienia. Widać, że przynosi mu to ulgę, bo może sobie usiąść i swobodnie oprzeć szynę o blat chodzika, a drugą rączką bawi się do woli. Żeby tego było mało Bubusiowi dokuczają dziąsła, a zasypianie dotąd proste i przyjemne stało się mordęgą. Mordęgą dla nas oczywiście, bo Kubuś bawi się w najlepsze do pierwszej w nocy. Wydaje mi się, że pozbawiony dużej dawki ruchu ma po prostu za dużo energii, przez co mniej śpi. Ponadto Maluch się nam ostatnio strasznie rozgadał. Był etap powtarzania "ma", teraz doszło do tego "da" i czasem zdarzy się "ta" i "ba". Wyciąga rączkę po to co chce dostać i na przemian zaciska pięść i prostuje paluszki. Na hasło "gdzie jest mamusia" i "gdzie jest tatuś" patrzy na odpowiednią osobę. I na koniec umiejętność, której nauczył się wczoraj. Uwaga, uwaga.... Kubuś nauczył się karmić pieska chrupkami i ma z tego niebywałą radochę :) Acha, i jeszcze jedno, co odkrył już jakiś czas temu:
Zdjęcie kiepskiej jakości, ale pokazuje świetnie to co ma pokazywać ;)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Śmieci.

źródło
    Kilka dni temu dostaliśmy rozliczenie dotyczące czynszu i oczywiście coroczną podwyżkę. Czytam, czytam i co widzę? Opłata za odprowadzanie śmieci. Naliczona za 4 osoby. A przecież podawałam, że w lokalu przebywają trzy osoby. Ja z Misiakiem i Bubuś. No ale wujek też jest zameldowany więc za śmieci (których tu nie produkuje) musi płacić. Notabene ja jestem zameldowana na stałe u mojej mamy więc i tam za śmieci trzeba płacić. Tam - bo jestem zameldowana i tu - bo przebywam. Czyli dwa razy za to samo, w dwu różnych miejscach. Czy tylko mnie się to wydaje co najmniej chore?  

niedziela, 25 listopada 2012

I oczy dookoła głowy nie pomogą.

P - pani, która robiła Małemu zdjęcia
P - ile maluszek ma?
Ja - siedem miesięcy, odpowiadam.
P - o, poważnie? To duży jest. Co mu się stało?
Ja opowiadam.
P - Siedem miesięcy i już sam stoi, wypowiada ze zdziwieniem. Biedactwo. Tak niefortunnie upadł. Przy takich małych dzieciach to trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i to nie pomoże, powiedziała z sympatią. 
________________________________________________________________________________

chirurg - tu widać to pęknięcie, ale niepokoi mnie również stan panewki w barku... - mówi pokazując zdjęcia na ekranie monitora.
pielęgniarka robiąc wielkie oczy - to musiał z wysoka spaść!
- nie, odpowiadam i opowiadam po raz enty co zaszło.
- nie wierzą, to niemożliwe, dzieci się tak nie łamią same! Niemal krzyczy pielęgniarka z wymownym wzrokiem odwracając się tyłem do mnie.
Moje ciśnienie w tym momencie osiąga niebotyczny poziom. Zaciskam zęby, oddycham. Myślę sobie, że mój synek potrzebuje teraz spokojnej mamy. Przytulam mój Skarb i cichym, stanowczym głosem się odzywam - insynuuje mi coś pani?
Cisza.
Ponownie głos zabrał lekarz...
_________________________________________________________________________________

Moja mama - nie przejmuj się, dobrze, że nic się poważniejszego nie stało! Wypadki się zdarzają! Przecież nie możesz dziecka pod kloszem trzymać. On musi się rozwijać, a wiadomo, że jak już dziecko zaczyna raczkować i próbuje chodzić to normalne, że nabije sobie guza i będzie upadać. A to że Kubuś tak niefortunnie upadł to nie jest twoja wina. 
Ja - no niby tak, ale ja przy tym byłam, widziałam. Gdybym wstała dwie sekundy wcześniej...
Mama - przestań, niektóre matki nawet nie pojechałyby do szpitala, czekałyby aż samo przejdzie. 
_________________________________________________________________________________

Ja - no to teraz nie będę miała czasu na sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie...
Teść - e, przestań, nie możesz być na każde Jego zawołanie. To dzielny chłopak, poradzi sobie.
_________________________________________________________________________________

Teściowa - to co się właściwie stało?
Ja opowiadam.
Teściowa - przecież tłumaczyłam, że jak On się tak wspina, to trzeba uważać i Go pilnować. Bo tylko  raz się przewróci i dramat gotowy.
Ja - to ja bym musiała nie odstępować Go na krok i cały czas stać nad nim tak, i tu w demonstracji ułożyłam ręce w ochronnym geście, jakbym chciała niemowlę złapać w pasie.
Teściowa - no tak, tak teraz będziesz musiała robić. 
_________________________________________________________________________________



Kubuś ma się dobrze, rączka Go nie boli, apetyt dopisuje. Stał się trochę smutny i nieufny wobec obcych, zwłaszcza wobec mężczyzn. Czołga się po podłodze używając szyny jako podpórki, ale oczywiście zła, wyrodna mama nie pozwala mu na to prawie wcale. Patrzę na Niego i wydaje mi się za spokojny, osowiały. Mój brat, widząc malca też powiedział, że jest jakiś smutny. Widzę jak próbuje złapać się za paluszki i nie  potrafi. Złości się, a mnie niesamowicie przykro. Podnoszę go pod paszki, stawiam na podłodze, a Bubuś od razu zaczyna przebierać nóżkami. Dochodzimy do mebli. Ja Go trzymam, a On łomocze rączką o blat. Widzę jak Mu buźka promienieje, oczka świecą, buźka się śmieje. Patrzy na mnie. Myślę - jest mój radosny synuś, wszystko będzie dobrze!