Czwarty miesiąc życia naszego dziecięcia był niesamowity, tyle rzeczy się nauczył:
- Obraca się we wszystkie wybrane strony. Z pleców na boki, na brzuch. Z brzuszka na plecy. Kula się tak po całym łóżku i po podłodze. A leżąc na brzuszku i na bokach wygina się robiąc łódkę.
- Łapie wszystko co ma w zasięgu rączek i kieruje do buzi. Łapie zazwyczaj obiema rączkami. A jak nie umie dosięgnąć, robi wszystko, żeby mu się to udało, jak i to nie skutkuje, złości się niesamowicie dopóki tego nie dostanie, albo czegoś w zamian.
- Śmieje się na głos, zwłaszcza do mamy jak się schyla, albo do taty jak się obraca plecami do Bubusia i przodem.
- Wkłada paluszki do buzi i ssie je. Wkłada też palce do buzi mamy, taty, albo babci, w zależności kto akurat się z nim bawi :D
- Leżąc na plecach łapie się za stópki i bawi się nimi.
- Skrzeczy jak zapita papuga starego bosmana, czasem jak jest podekscytowany, czasem jak się złości.
- Zaczepia wołając na swój sposób, albo jak mu się uda to poszarpie za ubranie, albo kopnie jak mu wygodniej. W ostateczności łka żałośnie domagając się uwagi, zabawy bądź jedzenia.
- Bawi się sam zabawką dłużej niż dwie sekundy ;)
- Chciałby siedzieć. Jeszcze nie potrafi, ale bardzo by chciał i próbuje, próbuje, aż w końcu mu się uda :)
- Wczoraj po raz pierwszy spróbował marchewki :)
piątek, 31 sierpnia 2012
czwartek, 30 sierpnia 2012
Ach śpij kochanie.
Często słyszę/czytam o dzidziusiach, których rodzice nauczyli zasypiać na rękach, kołysać, spać w aucie tudzież w wózku. Inaczej było marudzenie, płacz i krzyki. U nas wygląda to nieco inaczej. Nie patrzę na zegarek i nie zwracam uwagi na to czy Bubuś powinien się już położyć spać, czy nie. Zdaję się w tej sprawie na niego i obserwuję. Jak widzę, że zaczyna pomału marudzić. Trze oczka i ziewa, to kładę go do łóżeczka, włączam jego karuzelę, daję smoka i słonia przytulańskiego, okrywam kocykiem i odchodzę dając mu w spokoju zasnąć. I mały zasypia po swojemu w przekomiczny sposób, ale bez żadnego kołysania, lulania i innych czasochłonnych rytuałów. Powiem więcej, wieczorem nawet domaga się leżenia na płasko do cycusia, przy którym zasypia. Nigdy nie uczyliśmy go zasypiać na rękach (no może poza paroma epizodami tuż po porodzie, kiedy to ja chciałam go po prostu poprzytulać). Przez jakiś czas padał na bujaku i tam spał. Ale odkąd potrafię odczytać z jego zachowania ten moment, kiedy to już dziadek piasek bierze go pod rękę, zasypia pięknie w swoim łóżeczku.
Wiem, wiem już słyszałam nie raz i nie dwa, że mam niesamowicie spokojne i grzeczne dziecko, że tak ładnie potrafi spać. Może i jest spokojny i grzeczny, ale to nie tylko od dziecka zależy, jak będzie zasypiało. Gwoli przykładu postawię sprawę zasypiania naszego malucha u mojej mamy. Otóż babcia, jak to babcia, na hasło "on już jest śpiący", chyc małego z wózka na ręce i cisza jak makiem zasiał być musiała, bo babcia dziecko bawi. Martwiłam się, że Kubuś nie będzie chciał zasypiać w inny sposób. Niedługo musiałam czekać na efekty takiego zachowania. Kilka razy bąbel sprawdzał, czy mama, albo tata też wezmą na ręce, ale jak kolejny raz wylądował w łóżeczku, a mama stała obok głaszcząc po pleckach, zrozumiał, że w domu ten numer nie przejdzie. Za to jak zobaczy babcię domaga się, żeby go wzięła na ręce i nie ma przebacz.
Przykład numer dwa i historia usypiania Bubusia przez prababcię (moją babcie). Spędziliśmy u mamy kilka dni, gdzie też była babcia. A moja babcia uważa, że jak dziecko jest małe to powinno spać. I chyba tylko spać. Tak więc, gdy tylko mały ziewnął to od razu zaczęło się usypianie. Jeżdżenie z wózkiem tam i z powrotem, podskakiwanie, cudowanie. Dziecko w końcu usnęło, pospało piętnaście minut i wstało, poziewało po przebudzeniu i znowu zaczęło się usypianie, bo "dziecko ziewa, bo nie dospało"... Efekt? Dwa dni marudzenia. Bo jak tu nie marudzić, jak ktoś cię wiecznie usypia, a ty chciałbyś się pobawić. Ale to jeszcze nie wszystko. Nagle Kuba nie chciał zasypiać w łóżeczku, chciał się bawić wbrew temu, że mu się oczka same zamykały. A każda próba położenia go na plecach kończyła się płaczem. Nie było rady. Wizyty u mamy podczas gdy jest tam babcia, ograniczone zostały do minimum. I zasypianie wróciło do normy.
Wniosek? Ja wyrobiłam sobie zdanie takie: dziecko
trzeba obserwować i pokazać mu jak należy zasypiać, dążyć konsekwentnie do celu i przede wszystkim nie usypiać na siłę, jak dziecko nie chce.
A tak komicznie zasypia nasz synuś :D
Wiem, wiem już słyszałam nie raz i nie dwa, że mam niesamowicie spokojne i grzeczne dziecko, że tak ładnie potrafi spać. Może i jest spokojny i grzeczny, ale to nie tylko od dziecka zależy, jak będzie zasypiało. Gwoli przykładu postawię sprawę zasypiania naszego malucha u mojej mamy. Otóż babcia, jak to babcia, na hasło "on już jest śpiący", chyc małego z wózka na ręce i cisza jak makiem zasiał być musiała, bo babcia dziecko bawi. Martwiłam się, że Kubuś nie będzie chciał zasypiać w inny sposób. Niedługo musiałam czekać na efekty takiego zachowania. Kilka razy bąbel sprawdzał, czy mama, albo tata też wezmą na ręce, ale jak kolejny raz wylądował w łóżeczku, a mama stała obok głaszcząc po pleckach, zrozumiał, że w domu ten numer nie przejdzie. Za to jak zobaczy babcię domaga się, żeby go wzięła na ręce i nie ma przebacz.
Przykład numer dwa i historia usypiania Bubusia przez prababcię (moją babcie). Spędziliśmy u mamy kilka dni, gdzie też była babcia. A moja babcia uważa, że jak dziecko jest małe to powinno spać. I chyba tylko spać. Tak więc, gdy tylko mały ziewnął to od razu zaczęło się usypianie. Jeżdżenie z wózkiem tam i z powrotem, podskakiwanie, cudowanie. Dziecko w końcu usnęło, pospało piętnaście minut i wstało, poziewało po przebudzeniu i znowu zaczęło się usypianie, bo "dziecko ziewa, bo nie dospało"... Efekt? Dwa dni marudzenia. Bo jak tu nie marudzić, jak ktoś cię wiecznie usypia, a ty chciałbyś się pobawić. Ale to jeszcze nie wszystko. Nagle Kuba nie chciał zasypiać w łóżeczku, chciał się bawić wbrew temu, że mu się oczka same zamykały. A każda próba położenia go na plecach kończyła się płaczem. Nie było rady. Wizyty u mamy podczas gdy jest tam babcia, ograniczone zostały do minimum. I zasypianie wróciło do normy.
Wniosek? Ja wyrobiłam sobie zdanie takie: dziecko
trzeba obserwować i pokazać mu jak należy zasypiać, dążyć konsekwentnie do celu i przede wszystkim nie usypiać na siłę, jak dziecko nie chce.
A tak komicznie zasypia nasz synuś :D
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Smoczek - nie taki straszny, za jakiego go miałam.
Będąc jeszcze w ciąży byłam zaciekłym wrogiem smoczka. Dlaczego? Bo smoczek uspokajacz, kojarzył mi się z zatykaniem dziecka, ignorowaniem jego potrzeb i wielkim problemem z odstawieniem go w odpowiednim czasie. Zdanie mojego męża było całkiem inne. Sądził, że smoczek to uroczy dodatek do każdego malucha. Odbyliśmy kilka dyskusji i doszliśmy do wniosku, że spróbujemy znaleźć złoty środek. Postanowiliśmy, że smoczek podawać będziemy, ale nie często. I tak, jak mały się urodził poznawaliśmy się ze sobą, uczyliśmy się odczytywać i zaspokajać potrzeby małego człowieczka. Okazało się, że nasz maluch miał bardzo silną potrzebę ssania. Przy piersi był krótko, bo ssał intensywnie i szybko się najadał. Zwłaszcza podczas zasypiania potrzebował coś pomamlać. I wtedy smoczek okazał się nieocenionym przyjacielem. W nocy zasypia przy piersi, ale podczas dnia, czy na spacerze kiedy sen już morzy małe zmęczone oczęta usteczka domagają się czegoś do ssania. Uśliniony był kocyk i rękawki i wszystko co było pod ręką. Ugięłam się i podałam małemu smoczek, z którym zasnął od razu spokojnym, długim snem. Teraz dyduś jest z nami obecny przy zasypianiu i tylko przy zasypianiu. Ale już nie długo. Zdaje się, że potrzeba ssania Bubusia już go pomału opuszcza.
Ciekawostka: Amerykańska Akademia Pediatrii stoi na stanowisku, że zasypianie ze smoczkiem zmniejsza ryzyko występowania zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
