wtorek, 8 kwietnia 2014

Wycieczka do miasta, niby takie nic.

    Kubuś jest zdecydowanym fanem wszelakich brum-brumów, w tym wielkich prawdziwych autobusów, którymi przejażdżka to dla niego jak spełnienie marzeń, obietnica dobrego dnia i najlepsza nagroda na świecie. To też w piątek odbyliśmy rodzinną wycieczkę do miasta, dla nas takie nic, autobus, duży sklep i znowu autobus, ale dla Malutkiego taki dzień to święto, był przeszczęśliwy, sami zobaczcie.


Kubuś w autobusie siedzi jak zaczarowany, patrzy sobie na przelatujący szybko świat za oknem
obserwuje otaczające go otoczenie i ludzi.

Poszliśmy do sklepu, a tam zamiast wózka można było poruszać się taką super furą! I jak tu nie skorzystać?
Koniki też trzeba było wypróbować. Tata wrzucił pieniążek i karuzela ruszyła.
Po drodze była jeszcze jedna fura i to taka wielka! Nie można było obok niej przejść obojętnie.


Na koniec jeszcze trzeba było nakarmić "pepe" na przystanku.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Like, like, you must like.


    Po prostu musisz polubić moją stronę, nie interesuje mnie, że ty prawie z fejsa nie korzystasz, musisz polubić bo ja tak chcę, bo tego wręcz wymagam od ciebie, bo jak nie polubisz to nie poczytasz. Bo jak ty nie polubisz to ja nie będę mieć milion lajków i świat się skończy.
Tak właśnie odbieram wszystkie pływające likeboxy. Jeszcze jak mam szansę przeglądać wasze blogi na kompie to jest pół biedy, wystarczy to cholerstwo wyłączyć i czytać dalej, choć zazwyczaj i tak już tracę ochotę do czytania, bo nienawidzę po prostu być do czegoś w ten sposób "nakłaniana". Ale jak mam do czynienia z wersją mobilną to mnie krew zalewa. Wchodzę sobie i czytam bardzo ciekawego posta i gdy jestem w połowie nagle obraz mi ciemnieje, po czym wyskakuje to fejsowe pudełko i krzyczy "polub mnie", no szlag mnie trafia tak, że nawet nie pamiętam o czym czytałam. No nic, próbuję dotknąć krzyżyk i zniknąć to z pola widzenia i co? I jajco. No to wychodzę i idę czytać innego bloga. Nie wiecie ile w ten sposób fajnych blogów muszę omijać, a szkoda. Czasem na kompie do nich wracam, ale wiadomo, że to nie to samo co przeglądanie na bieżąco. No to tyle wylewania żalów. Miłego dzionka.

sobota, 29 marca 2014

Wspomnień czar.

    Do migawek z przeszłości wracam co jakiś czas, lubię wspominać, popatrzeć na swoje życie z dystansem, z perspektywy czasu. Wspomnienia mam różne, dobre, złe, takie co to się łza w oku kręci ze wzruszenia i takie kiedy serce szybciej zaczyna krew pompować do skroni, a pięści same zaciskają się w gniewie. Świadomie rozpamiętuję raczej te szczęście chwile. Te momenty, których dziś mi brakuje, te do których mi tęskno. Czasy, w których nie mieliśmy jeszcze dziecka: romantyczne kolacje, które serwowaliśmy sobie na wzajem z pikantną niespodzianką pod koniec. Spacery przy pełni księżyca, kiedy ciepły, letni wiatr muskał moje policzki, a moje ramiona obejmował ukochany mężczyzna, nic innego się wtedy nie liczyło. Droga wyznaczona ze świeczek od łazienki, aż po łóżko to była niespodzianka męża na koniec udanego dnia rocznicowego. Były też kwiaty bez okazji, wspólne układanie puzzli, gra w skrable. Brakuje mi tego, tej beztroski, życia w danym momencie tu i teraz, bez zmartwień o jutro, bez głowy przepełnionej pytaniami i zmartwieniami, ale nie żałuję, że zdecydowaliśmy się mieć Kubusia, nie żałuję ani chwili jemu poświęconej, bo to właśnie wspomnienia z nim w roli głównej wzruszają mnie najbardziej. Okres ciąży, kiedy już kochałam, choć nawet nie wiedziałam jak on wygląda, pierwsze ruchy, które uświadomiły mi jaki cud życia noszę pod sercem, które potwierdziły, że to całe szczęście jest na prawdę i poród, obok, którego nie da się obojętnie, poród, do którego długo nie chciałam wracać, dziś pamiętam, te pozytywne emocje. Pierwszy śmiech, który przepełnia serce i duszę, pierwsze kroki i słowa, tak emocjonujące jak lot na księżyc,  pierwsze wszystko. Tak sobie siedzę i wspominam i myślę sobie, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą. Mam swoją rodzinę, mam wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba.

Bubuś z mamusią
I Bubuś z tatusiem