![]() |
| Przy zabawie klockami. |
piątek, 17 stycznia 2014
Kiedy aniołkowi wyrastają rogi.
Drugie urodziny Bubusia zbliżają się nieubłaganie, przyznam się bez bicia i gróźb, że obawiam się tego wieku, wiecie to trudny okres, dziecko odkrywa emocje, podkreśla własne ja i zazwyczaj pojawia się też bunt dwulatka, o zgrozo. I u nas już pojawiają się zapowiedzi tego okresu. Mój maleńki synek, moja kruszynka bezbronna i niewinna zmienia się momentami w manipulatora emocjonalnego, frustrata z maniactwem: jak nie cisnę czegoś o podłogę, to wybuchnę jak butelka szampana, trzymana za długo w zamrażalce i w przekornego uparciucha, który postanowił tak bo tak i nie inaczej, koniec kropka. Dostaje ten nasz aniołek czasem różek. Już nie jest tak skory do pomocy jak jeszcze kilka tygodni temu, nie zawsze zbiera zabawki, niezbyt chętnie coś poda, czy przyniesie. Żeby nie szukać daleko, proszę bardzo przykład świeży prosto z popołudnia: Kuba się zezłościł, nawet już nie wiem z jakiego powodu, chwycił co miał pod ręką, dziś była to plastikowa miska z chrupkami kukurydzianymi w środku i cisnął z całej siły o podłogę, nie oszczędzając przy tym gardła. Najwyraźniej ten manifest niezadowolenia mu pomógł, bo Mały się od razu uspokoił, nie na długo niestety, bo do momentu, kiedy to poprosiłam, żeby pozbierał chrupki z podłogi. I zanim zdążyłam dokończyć zdanie, już był sprzeciw, krzyk i przesadzona rozpacz. Celowo napisałam przesadzona, bo szlochanie i chlipanie cichło na czas rozglądnięcia się i zorientowania czy nadal Jego Wysokość Histerię ignoruję, czy może już idę go pocieszyć. Ja prosiłam, on protestował, ja prosiłam stanowczo, on stanowczo protestował i tak w kółko przez pół godziny. W końcu ktoś ulec musiał, tym razem był to Bubuś, pozbierał chrupki z moją pomocą, przytulił się, dał buziaka i zaprowadził mnie do swojego królestwa, dając mi do zrozumienia, że skoro zrobił w końcu to o co go poprosiłam, teraz ja mam spełnić jego prośbę i się z nim bawić. I tak też było, układaliśmy klocki, graliśmy na organkach, bawiliśmy się w koło młyńskie, a potem poszliśmy na spacer. I praktycznie do końca już dnia był grzeczny i uśmiechnięty, a ja razem z nim, nawet dostał nową zabawkę, ale o tym innym razem.
wtorek, 14 stycznia 2014
Bajka, czy czytanka? Czyli o wyborach i preferencjach synusia.
Jako wzorowa matka doskonała (buchacha) próbuję zarazić syna miłością do bajek czytanych, muzyki, czy sportu. Ale wiadomo, ten malutki człowieczek mimo, że to krew z mojej krwi, nie będzie nigdy wierną moją kopią i chwała mu za to, będzie miał inne zainteresowania i pasje. I w sumie mnie to odpowiada, nie chcę, żeby spełniał moje ambicje, czy marzenia, ale chcę, żeby jakąś pasję w życiu miał, coś co będzie dawało mu relaks i radość tak jak mnie niegdyś odprężała joga i rysunek, teraz blogowanie i nadal wygibasy ołówka między palcami, muzyka w tle. A się rozmarzyłam teraz...Kuba podrośnie i sam się w końcu dowie w jakim kierunku chce iść, może będzie kopał piłkę, może będzie chciał pływać, albo grać na jakimś instrumencie, a może będzie z zapałem pogłębiał wiedzę na temat życia małp. Tego nie wiem, ale mogę spisać co zaobserwowałam do tej pory.
A mianowicie wiem, że póki co Bubuś woli oglądać obrazki od czytania książeczek, ale, ale uwaga, nie tyczy się to wierszyków. Nie raz przychodzi do mnie z książeczką wierszyków dla dzieci i każe mi sobie je czytać, a im więcej ja w to emocji włożę tym weselej. Tak sobie myślę, że kiedy zacznie już rozumieć bajeczki to i nimi się zainteresuje na dłużej. Póki co ogląda bajki w tv, z tym, że zamienił ulubioną Meridę na Ralph'a Demolkę.
Jeżeli chodzi o muzykę to wybory są dwa, albo skoczne utwory, przy których świetnie się skacze, pląsa i robi fikołki, albo muzyka klasyczna, ale słuchanie muzyki to nie wszystko, Malutki dostał od chrzestnego na święta małe klawisze z mikrofonem i robią furorę, poza tym wszelkiego rodzaju bębenki i cymbałki też dają świetną zabawę i potrafią zainteresować go na dłużej niż klocki, czy autka.
A o tym, że nasz kochany synek wyznaje zasadę, że ruch to zdrowie i pewnie myśli, że jak posiedzi na tyłku dłużej jak pięć minut to mu ten tyłek odpadnie, to długo pisać nie będę, bo to żadna nowość jest. Spacery na powietrzu to codzienny obowiązek, i chociaż czasem są one męczące to i tak się cieszę, że mój synek nie preferuje kiszenia kończyn w domu i mam głęboką nadzieję, że to mu nie minie.
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Krótko i na temat.
![]() |
| Bubuś w czołgu |
Subskrybuj:
Posty (Atom)


