 |
| źródło: internet |
W poniedziałek byłam w PUPie. Jak powiedziałam bardzo miłej pani urzędniczce, że poszukuję pracy biurowej, najlepiej zgodnie z wykształceniem (budowlanka), nie pozostało jej nic innego jak tylko wyznaczyć mi datę kolejnej wizyty. Tak więc - tak jak mówiłyście - tak szybko pracy mi nie znajdą i posiedzę sobie na zasiłku - dostałam na pół roku. Jeszcze będę PUP przeklinać jak tylko będę gotowa wrócić do pracy, że niby Urząd Pracy, a pracy brak. No cóż jak to mówią - kobiecie nie dogodzisz :D Ta wizyta była w tempie ekspresowym. Aż się zdziwiłam, byłam druga w kolejce i po 10 minutach miałam już wszystko załatwione. A kolejka do rejestracji równie długa jak w dzień, w którym i mnie przyszło w niej stać. Zadziwiające ilu bezrobotnych rejestruje się codziennie do tego Urzędu. Gdy tak bezczynnie stałam w tej długaśnej kolejce za pierwszym razem dokładnie przestudiowałam wszystkie wywieszone w gablotkach oferty. Była ich niecała sześćdziesiątka, ale tylko dwa z nich były skierowane również do kobiet. Reszta to pomocnik budowlany, cieśla, murarz, górnik... itd. Aż się boję tego czasu, kiedy przyjdzie mi szukać pracy. Póki co, siedzę w domu z synkiem i dobrze mi tak. :)
Dopisek: Moja mam ma dziś zabieg. Sama nie potrafiła mi wyjaśnić na czym ma on polegać. Sprawy kobiece. Martwię się.