wtorek, 9 czerwca 2015
Jakoś to będzie...
Ile razy moje uszy więdły od tych kilku prostych słów. Ile razy ogarniało mnie w związku z nimi niesamowite jakieś niedowierzanie. Ile razy krew w żyłach zaczynała jakoś tak dziwnie parzyć. "Jakoś to będzie..." rzucone w bezsilności i nie do końca świadomie działa na mnie jak płachta na byka. "Straciłam pracę, ale jeszcze mam poprzednią wypłatę, jakoś to będzie..." "Tonę w długach, ale kiedyś się z niech wykopię, jakoś to będzie..." "Jestem w ciąży z czwartym dzieckiem, tak na prawdę nie stać mnie nawet na dwójkę i nie mam czasu dla jednego, ale jakoś to będzie..." - słucham i nie wierzę czasem własnym uszom. Milion pytań się nasuwa na które nie ma odpowiedzi. I co dalej? Co teraz zrobisz? Słyszę tylko "nie wiem. jakoś to będzie". I teraz do mojej głowy wkrada się jedno absolutnie ważne pytanie: co ze mną jest nie tak? Dlaczego ja nie potrafię tak luźno i beztrosko stwierdzić, dajmy na to: chcę mieć drugie dziecko, więc działajmy, jakoś to będzie... Lub, chcę na wakacje, mam pieniądze, w sumie to na coś innego, ale mam i chcę jechać, to jedźmy,potem się pomyśli, jakoś to będzie...Dlaczego ja jestem z tych powściągliwych co to muszą mieć wszystko zaplanowane i wybiegając w przyszłość widzą zagrożenia i miliard różnych opcji? Czasem ręce mi opadają kiedy słyszę niekiedy rażącą bezmyślność, ale czasem tej nieświadomości zazdroszczę. Bo w końcu jakoś zawsze jest jakoś. W sensie jakoś, ale jest.
Ps: a teraz przyznać się, kto kobietę zrozumiał?
niedziela, 24 maja 2015
Aktualności
Cofnęłam się ostatnio nieco w blogu, czytaj - poczytałam sama siebie o czasach kiedy to nasz mały słodki łobuz rzeczywiście był taki mały i słodki w swym łobuzowaniu. Powiem szczerze, że przyjemnie się czytało o Kubusiu, co to taki bł całuśny, przytulaśny i skłonny do pomocy. Czytałam i wspominałam sobie tamte czasy i jak szlag w lico zaskoczone dosięgła mnie prawda oczywista, że Bubuś stał się Kubą i mój malusi, kochaniusi synuś to już nie jest to samo niemowlę. To już duży chłopak przecie. Wy nie wiecie, bo ja zaniechałam opisywania naszego życia codziennego na łamach tej skromnej przestrzeni internetowej. Ale różnica jest ogromna. Po pierwsze i przede wszystkim Kuba zaczął mówić wreszcie i nareszcie, bo trzylatek co to tylko kilka zaledwie słów wypowiadał to już zaczynał wzbudzać pewne niepokoje. Ale za to odkąd stwierdził, że jednak mową posługiwać się będzie, to stanowczo i wytrwale zadziwia mnie niemal każdego dnia jakimś nowym słowem, nawet skleci krótkie zdanie informujące w stylu swoim "ja mynia, ja cheb, ja sam nie" co znaczy nie mniej i nie więcej jak ja chcę jeść, ja chcę chleb, ja sam jeść nie będę. Po drugie. Przypomniały mi się czasy buntu, które tu opisywałam i muszę dumnie stwierdzić, że bunt się znacznie zredukował. Kłamstwem byłoby pisać, że teraz nie ma złości i płaczu i nieposłuszeństwa, a nawet prób (udanych również) uderzenia czy kopnięcia kogoś lub czegoś. Ale zdecydowanie jest lepiej. Cała złość i frustracja już nie są mu obce i potrafi (choć nie zawsze) nad nimi zapanować. Potrafi się uspokoić i omówić problem, potrafi się powstrzymać od oddania kopniaka za kopniaka i przyjść się pożalić, że został "brutalnie" i arogancko czyjąś nogą lub ręką dotknięty. Bo u nas czas tak zagnał, że Kubie taki zachowania się już coraz czadziej zdarzają, ale w zamian Najmłodszy do nich dorósł i przejął pałeczkę. Po trzecie. Walczymy z samodzielnością, a raczej ja walczę z Kuby samodzielnością i tak potrafimy negocjować o poranku: Kuba ubiera sam majty, a mama Ci ubierze spodenki, tak? Kuba ubiera koszulkę a mama bluzę itp. bo mimo, że Kuba faktycznie ubrać się potrafi sam, nie licząc skarpet, to mu się dziennie tego robić po prostu nie chce. Z jedzeniem jest to samo, on potrafi, ale nie chce, więc krakowskim targiem raz Kuba sam wkłada łyżkę do dziobka, a raz robi to mama. Ale poproś nicponia co by bajkę włączył na komputrze, albo Pleya włączył to jest "ja sam".
1. Ja piciu
2. Ja sam nie!
3. Ja uchuchu
4. Ja psi
Kto rozumie Kubusiowy?
środa, 4 marca 2015
JA - Wielofunkcyjny "ludź" .
Nie zdążyłam się pochwalić jeszcze, że od lutego jestem (w końcu) "ludziem" pracującym. Do pracy chodzę pieszo, obowiązki swoje wykonywać mam w cztery godziny, co robię z należytą starannością i skrupulatnością, choć praca moja do ciężkich, czy odpowiedzialnych nie należy. Bo jaką odpowiedzialnością obarczyć można by było cleanera sklepowego? W pracy całe cztery godziny chodzę, w większości żwawym tempem, co już się objawiło bólem w stopach i pupie (!?) jak również większym zapotrzebowaniem na jogę. Patrz! A myślałam sobie, że kondycję mam nieco lepszą... Pieszo również wracam do domu i tak od czwartku do wtorku. Środy są za to zarezerwowane na kurs angielskiego oraz świetlicę dla Kuby i tak oto w środy jestem "ludziem" uczącym się. A nie! Muszę bezzwłocznie do koszmarnego kłamstwa się przyznać, bo przecież "ludziem" uczącym się jestem - kiedy tylko nadarzy się okazja, a z tą damą uroczą różnie bywa. Pojawia się Pani Okazja w każdą środę w porze drugiego śniadania, bo przecież kurs językowy to najlepsze miejsce dla niej. Pojawia kiedy wywołuje ją ze snu mój mąż kochany i zabiera Kubę na spacer, ale bywa bezlitośnie wypłoszona przez przeszywający krzyk Najmłodszego co zdarza się nienagminnie przyznać muszę, ale się zdarza. W ciągu dnia też czasem pojawi się i pozdrowi mnie przechodząc obok, łapię ją tedy za nogi i trzymam ile sił. I oczywiście w nocnych odmętach ciszy i spokoju też Okazja czeka, a kiedy już jest cała moja i do dyspozycji, to Pan Zmęczenie szepcze mi do uszu, że Okazję to on teraz na schadzkę porywa, mój umysł z trudem potrafi rozpoznać słowa. Tak więc dziś dałam za wygraną i zamiast kolejnego testu, czy wkuwania słówek, co z resztą i tak mi szło beznadziejnie, postanowiłam sklecić coś " po polskiemu" tu. A od jutra trzeba będzie od rana kontynuować bycie "ludziem" matkom, na co narzekać nie śmiem, a nawet zdradzić muszę, że pomimo iż ja pracuję tylko cztery godziny, a mąż mój na nocki zapier(yyy)nicza, to Kubą przez większość dnia zajmuje się właśnie on, bo mnie pochłaniają sprzątnie z gotowaniem i praniem - "ludź" gospodyni domowa. Ale za to ja się w magiczny sposób w większą dawkę cierpliwości i dystansu zaopatrzyłam, a czas z Kubą sam na sam jest jak miód na serce.
Pozdrawiamy Was wszystkich ludzi wielofunkcyjnych :)
Pozdrawiamy Was wszystkich ludzi wielofunkcyjnych :)
![]() |
| Zdjęcie z początku Lutego, kiedy to przez cały jeden dzień zawitał do nas "śeg"- to po Kubusiowemu :) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)


