środa, 5 grudnia 2012

A wczoraj odwiedziliśmy...

ponownie szpital. Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, gdy nad ranem zdumiona ponownie odkryłam, że Bubuś zdjął kolejny gips. Uparty typ nam się trafił, a do tego konsekwentny. Lekarz zrezygnowany stwierdził, że to nie ma sensu, abyśmy codziennie przyjeżdżali po nowy gips, co poskutkowało wolną rączką. Kubuś wniebowzięty, a my? Też zadowoleni, ale i czujni, bardzo czujni. Bo przez co najmniej dziesięć dni musimy się z nim obchodzić jak z jajkiem. Nie wolno mu upaść, co by się rączką nie podparł. Nie wolno raczkować, bo przy tym opiera się przecież na rączkach. W ogóle żadna większa aktywność tą rączką jest niewskazana. Ha, a powiedz to niemowlakowi... Ostrożność i uwaga z naszej strony jest jeszcze intensywniejsza (nie przypuszczałam, że to możliwe), ale za to Bubuś od razu wydaje się weselszy :) Tego się spodziewałyście?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Poranna niespodzianka.

    Przebudzam się otwierając jedno oko. Bubuś śpi obok mnie. Jest zadowolony i uśmiechnięty przez sen. Pierwsze co robię rano ostatnimi czasy to kontrola Kubusiowych paluszków (lekarz kazał obserwować czy aby nic się z nimi złego nie dzieje). Jakież było moje zaskoczenie, kiedy zorientowałam się, że paluszków na swoim miejscu nie ma! Kolana mi zmiękły, otrzeźwiałam z mgnieniu oka. Wytężyłam wzrok i przyjrzałam się bardziej. Jest rączka. Jest i szyna. Problem w tym, że były one osobno. Dziecko zadowolone z siebie jak nigdy, radosne i przeszczęśliwe. Aż żal było patrzeć z tą świadomością, że za chwilę trzeba będzie mu ta założyć z powrotem. Tak oto po raz kolejny odwiedziliśmy szpital. Tyle że tym razem lekarz zdecydował się nie na szynę, a na gips. Przy okazji też doktor zerknął na łokieć. Goi się dobrze i zapewne na kolejnej wizycie gips zostanie ściągnięty.

A ja mam @ tak intensywną i bolesną jak nigdy. No-spa nie pomaga. Boli mnie od samej blizny, po mostek włącznie (nie przesadzam).