Będąc jeszcze w ciąży, próbowałam oswoić się z myślą, że w momencie pojawienia się w naszym życiu maleńkiego człowieczka, życie przewróci się o sto osiemdziesiąt stopni nie tylko moje i Misiaka, ale całej naszej rodziny. Pierwsze tygodnie po urodzeniu - ku mojemu zdziwieniu, nie przyniosły jakichś strasznie ogromnych zmian. Bubuś będąc spokojnym i mało wymagającym noworodkiem nawet dawał się nam wysypiać. A nawet jak już udało mu się popsuć nam trochę nerwów, to i tak wszystko wynagradza nam uśmiechem. Pomyślałam więc, że wcale tak strasznie życie mi się nie przewróciło jak myślałam i jak mi wszyscy to mówili. Ale jednak jakieś zmiany zaszły i to nawet spore, w moim sposobie myślenia. Przyłapałam się ostatnio na myśli, która nie była do mnie podobna i sama się zdziwiłam jak uzmysłowiłam sobie to o czym pomyślałam. Mianowicie, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu pomyślałam, że skoro Bubuś jest zapięty bezpiecznie w swoim foteliku, to dlaczego mamusia z tatusiem nie są? Robimy przecież wszystko by nasze dziecko było bezpieczne. A my? Gdyby nie daj Boże, trafił nam się nawet mały wypadek, Bubusiowi nic by się stało, a mamusia, albo tatuś przypłaciliby niezapięte pasy choćby złamaną ręką. Kto zająłby się naszym synkiem? Takie samo pytanie zadaję sobie, gdy narażam się za przeziębienie. Nie martwię się tym, jak się będę źle czuła, ale nad tym, jak zajmę się synkiem.
Tak więc podsumowując stwierdzę tylko, że nie tylko życie zmienia się świeżo upieczonej mamy, ale też umysł. A o tym już nie każdy powie. Nie każdy się przyzna.
wtorek, 14 sierpnia 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Radości.
Wczoraj. Ósmy sierpnia. Trzecia rocznica ślubu. Jak to zleciało. Od męża dostałam piękny bukiet kwiatów. W takie dni nachodzi mnie na refleksję i rozmyślenia. Wiecie co wywołuje u mnie najszczerszy, najszczęśliwszy uśmiech radości? Oczy mojego męża, jak patrzą na mnie ukradkiem, obserwując mnie z naszym synem na rękach. Malutka dłoń Bubusia, która mizia mnie delikatnie po ramieniu, gdy trzymam go na rękach. I ten uśmiech. Nie ma nic bardziej szczerego, pierwotnego i anielskiego od uśmiechu dziecka. Każdy, nawet najmniejszy postęp synka, na który dany mi jest patrzeć u boku ukochanego mężczyzny. Mogłabym tak wymieniać do nocy. Tyle jest takich małych, wielkich radości.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Chrzciny.
Obchodziliśmy chrzciny w niedzielę. Były wielkie przygotowania, ksiądz, restauracja, goście. Kupa śmiechu i zabawy oraz jedno wielkie rozczarowanie. Rodzina zjechała się już w sobotę. Wszyscy uśmiechnięci, radośni. Bubuś miał radochę wielką, że tyle twarzy wokół niego robi głupie miny. Nosił się też na rękach, a to u babci jednej, drugiej, a to u cioci tej i tamtej i nawet u wujka jednego, drugiego, trzeciego i jeszcze tu i tam na rączkach wylądował. Impreza z restauracji przeniosła się do mieszkania moich rodziców (bo większe) i tam się działo. Polała się promilowa woda i zaczęły się wygłupy i śmiechy i dyskusje. Mój brat wpisał się małemu do książeczki swoim kaligraficznym pismem: "myśl samodzielnie twój wujek". Kubuś miał towarzysza zabaw starszego o kilka miesięcy kuzyna, oboje byli grzeczni i roześmiani. Ogólnie mówiąc impreza się udała. Było tylko jedno rozczarowanie, ale za to jakie wielkie. Na chrzciny byli również zaproszeni znajomi, konkretnie trzy osoby Pani A, jej córka B i chłopak córki, nazwijmy go C. I.... nie przyszli, nie racząc nas o tym zawiadomić. A szkoda, bo mieli zapłacone miejsca w restauracji. Gdyby dali znać choćby godzinę wcześniej, to moglibyśmy poprosić kogoś innego, a tak... szkoda gadać. Byliśmy ciekawi dlaczego nas nie zaszczycili swoją obecnością, martwiliśmy się, może się coś stało, bo przecież od tak ludzie nie robią takich rzeczy, zwłaszcza, że żadne z nich nie odbierało telefonów. Co się okazało dnia następnego?... Pani A skwitowała jedynie, że przecież na zaproszeniu nie było napisane, że trzeba potwierdzić przybycie. Jej córka nie odbiera telefonu w ogóle, nie odpisała również na smsa. A z kolei chłopak córki uczciwie przyznał, że przypomniało mu się o chrzcinach dopiero jak o osiemnastej zobaczył nieodebrane od nas połączenia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)