poniedziałek, 19 marca 2012

Będziemy rodzić razem ;)

    Wczoraj wybraliśmy się z Misiakiem do szpitala, w którym planujemy rodzić. Muszę przyznać, że wyposażenie i standardy rodzenia w dzisiejszych czasach zmieniły się o 180 stopni. Opowieści jaszcze mojej mamy, czy matek nieco już starszych dzieci dotyczące porodu, brzmiały jak sprawozdanie z tortur, tkwiące w atmosferze nieczułych położnych i lekarzy, którzy traktowali rodzące jak zło konieczne. "Przywiązane" do łóżek kobiety, zmuszone były leżeć i często nawet załatwiać się do basenów. O zgrozo! Dzisiaj już na szczęście poglądy i podejście do rodzącej się zmieniło.
Mąż, bez problemu może być przy mnie w czasie całego porodu i wychodzić z siebie, żeby jakoś mi ulżyć ;)  Myśląc, że będę zmuszona wydać syna na świat w żenujących warunkach nie było mi na rękę towarzystwo męża. Ale teraz, gdy wiem, że będzie to przebiegało całkiem inaczej, zdecydowaliśmy się na poród rodzinny. Misiak chce być przy mnie i przy naszym szkrabie od pierwszych chwil. A i ja myślę, że obecność i towarzystwo męża pomoże mi się odprężyć choć trochę i poczuć przy sobie choćby odrobinę domu. No i zawsze może jakoś mi pomóc, tu pomasować, tam ponaciskać, czy choćby podać wodę ;) Mój mąż lubi się troszczyć o mnie i lubi być potrzebny, więc dam mu taką możliwość ;) Ja też czuję się lepiej mając go przy sobie, zwłaszcza w sytuacjach, gdy ból potrafi odebrać zdolność logicznego myślenia. Wtedy Misiak myśli za mnie ;)
Rozmawialiśmy z położną w szpitalu, która poradziła nam przygotować plan porodu. Zaczęłam szperać po necie i doszłam do wniosku, że ja nic na ten temat nie wiem :/ Jestem już wysoko w ciąży i nie mam pojęcia jak przebiega poród, jak i kiedy oddychać itd. Aż wstyd się przyznać :( No cóż nadrabiam teraz zaległości  i szperam i czytam ile się da :)

15 komentarzy:

  1. Kiedyś rozmawiałam na ten temat z moim M. i on bardzo chciałby kiedyś być przy porodzie. Natomiast ja jakoś wolałabym chyba rodzić sama ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam kiedyś, ale jakoś mi się odmieniło. Oczywiście, gwarancji nie dam, że Go nie wyproszę w jakimś momencie, bo będę wolała być sama. To też zależy od podejścia samego faceta. Ważne by w takich sytuacjach pomagał, a nie przeszkadzał.

      Usuń
  2. Ja rodziłam z moją mamą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz z tym porodami w polskich szpitalach jest różnie. Moja koleżanka rodziła z mężem drugie dziecko i było super. A za pierwszym razem kiedy była sama, potraktowano ją jak szmatę i do dosłownie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A duża różnica wieku jest między tymi dziećmi? Bo pewnie to właśnie jest ta różnica w podejściu do porodów, o której pisałam. Jak się rodziło kiedyś i jak się to odbywa teraz.

      Usuń
  4. Mój puki co mówi że nie chce być ze mną - chyba się boi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie wie co miałby robić ;) Albo boi się, że Cię zawiedzie i nie podoła wyzwaniu. Ale ja tam sobie mogę gdybać, to Ty znasz Go najlepiej ;)

      Usuń
    2. on jest specyficzny, nie wiem czy ten widok(świadomość) nie wpłynąłby negatywnie....

      Usuń
    3. Ja mojemu powiedziałam, czego od niego oczekuję. Ma być ze mną, wpierać mnie od pasa w górę. Ma tam być, żebym mogła poczuć namiastkę domu, żeby pomóc mi przetrwać ból i doświadczenia, a nie po to by sobie patrzył. Ale każdy jest inny i rozumiem, że może nie chcieć w tym uczestniczyć. Gdyby Misiak nie chciał być ze mną, nie zmuszałabym go.

      Usuń
  5. Nie chciałam rodzić z Kocurzastym, ale rozumiem mamy, które mają ochotę na to, by towarzyszył im tatuś :) Fajna sprawa, ja jednak wolałbym się skupić na sobie, a przy mężu bym nie potrafiła. Cesarka jednak nawet taką możliwość wykluczyła :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy też od faceta, gdyby mój był inny, to pewno bym go z sali porodowej pogoniła :D Jak zacznie mi przeszkadzać, to tak zrobię i już ;)

      Usuń
  6. Moja koleżanka z liceum jest na studiach położniczych i mówiła że jeśli facet jest konkretny i umie doprowadzić spanikowaną żonę do porządku to dobrze żeby był ale jeśli ma mdleć albo gorzej panikować to lepiej niech czeka na korytarzu bo aby kłopotu narobi. Podobno także u rodzącej kobiety wyłancza się ta część mózgu odpowiedzialna za dobre wychowanie i dlatego przeklina albo wyklina swojego męża na wszystkie możliwe sposoby:D W każdym razie nie stresuj się, będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam stos opowieści o tym jak to rodzące wyklinały mężów :) Ale większość na szczęście nie bierze tego do siebie :)

      Usuń
  7. hejo! jak się czujesz? meta coraz bliżej :) pewnie się stresujesz. 3mam mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Cenię umiejętność wyrażania własnego zdania bez zbędnych wulgaryzmów i krytykę konstruktywną...
Oraz wysiłek włożony we wpisanie choć jednej literki w polu "Nazwa":)
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Każdego chętnego zapraszam ponownie :)