![]() |
Kto zgadnie gdzie się Kuba schował?:D |
sobota, 25 października 2014
Kuba i kuzyni.
niedziela, 12 października 2014
Miesiąc pierwszy.
Witam po dość długiej przerwie wszystkich, którzy jeszcze nie spisali mnie na straty oraz każdego zbłąkanego internetowicza. Zbierałam się do tego posta od momentu, kiedy wysiedliśmy z samolotu pierwszego dnia przylotu do Anglii, ale wtedy jeszcze nie miałam o czym pisać. Ale teraz, gdy nasz pobyt w tym kraju liczy sobie nieco ponad miesiąc już mam kilka myśli, które chciałabym zostawić tu w trwalszej formie aniżeli ulotny zaledwie zarys wspomnienia. Zacznę więc ten krótki wstęp nowego rozdziału, w życiu naszej rodziny.
Sprowadziliśmy się do uroczej mieściny w Anglii, gdzie króluje zieleń we wszystkich odcieniach znanych naturze wkomponowana w surowe mury z cegieł, bądź kamienia, od pierwszego dnia jestem nadal zauroczona tymi widokami. Trafiliśmy do bardzo kulturalnego miasteczka, gdzie stwierdzenie "posiadać maniery" rzuca mi przed oczy wszystkie filmy, których to akcja dzieje się w dziewiętnastym wieku. Ludzie na ulicy dziękują za ustąpienie im z drogi, przepraszają, kiedy chcą przejść, a "proszę" i "dziękuję" to elementy prawie każdego zdania. Aż wstyd się przyznać, ale czasami między tymi ludźmi czuję się jak ostatni cham, ale spokojnie, wciąż się uczę tutejszej kultury i wsiąkam pomału, pomalutku. Mężu już za to wsiąknął trochę bardziej niż ja, bo Mężu już pracuje i na co dzień rozmawia między innymi z anglikami. Ja za pracą jeszcze się nie rozglądam, bo czekam jeszcze na papierek z ubezpieczeniem.Wydawałoby się, że w związku z tym, iż nadal jestem bezrobotna to mam mnóstwo czasu na spacery, bloga jogę, ale niestety jest całkiem odwrotnie, bo obowiązki domowe pożerają mój czas, ale teraz pomału staram się nadrabiać zaległości. A jutro mam nadzieję zapisać się na lekcje angielskiego.
Sprowadziliśmy się do uroczej mieściny w Anglii, gdzie króluje zieleń we wszystkich odcieniach znanych naturze wkomponowana w surowe mury z cegieł, bądź kamienia, od pierwszego dnia jestem nadal zauroczona tymi widokami. Trafiliśmy do bardzo kulturalnego miasteczka, gdzie stwierdzenie "posiadać maniery" rzuca mi przed oczy wszystkie filmy, których to akcja dzieje się w dziewiętnastym wieku. Ludzie na ulicy dziękują za ustąpienie im z drogi, przepraszają, kiedy chcą przejść, a "proszę" i "dziękuję" to elementy prawie każdego zdania. Aż wstyd się przyznać, ale czasami między tymi ludźmi czuję się jak ostatni cham, ale spokojnie, wciąż się uczę tutejszej kultury i wsiąkam pomału, pomalutku. Mężu już za to wsiąknął trochę bardziej niż ja, bo Mężu już pracuje i na co dzień rozmawia między innymi z anglikami. Ja za pracą jeszcze się nie rozglądam, bo czekam jeszcze na papierek z ubezpieczeniem.Wydawałoby się, że w związku z tym, iż nadal jestem bezrobotna to mam mnóstwo czasu na spacery, bloga jogę, ale niestety jest całkiem odwrotnie, bo obowiązki domowe pożerają mój czas, ale teraz pomału staram się nadrabiać zaległości. A jutro mam nadzieję zapisać się na lekcje angielskiego.
A na koniec, jeszcze nasz kochany szczęśliwy dzióbek :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)