niedziela, 21 kwietnia 2013

Walka z wiatrakami.

   
    Są dni, kiedy mówię dość. Wykrzykuję, że się nie zgadzam. Próbuję tłumaczyć, że takie czy inne postępowanie mnie boli, uraża, po prostu krzywdzi. Lub krzywdzi kogoś, czyjeś uczucia czy przyszłość. Jestem długo cierpliwa i wyrozumiała. Czasem aż nadto wyrozumiała. Staram się osiągnąć cel prośbą i odwołaniem do zdrowego rozsądku. Zawsze staram się przytoczyć logiczne i słuszne argumenty. Zazwyczaj dbam przede wszystkim o czyjeś dobro. Bo nawet jak próbuję załatwić sprawę, która dotyczy wyłącznie mojego samopoczucia, to z myślą o tym, że przez mojego doła cierpię nie tylko ja. Jestem otwarta na kompromisy i do znudzenia asertywna. Daję szansę drugą i trzecią i piątą i kolejną. Chciałabym umieć dawać ich mniej. Staram się wszystko obrać w odpowiednie słowa i w miarę najłagodniej powiedzieć co mnie boli. Ale to nie skutkuje, sięgam więc po stary dobry szantaż. Bo jak nie prośbą, to groźbą, prawda? Nie prawda. To też nie przynosi pożądanego efektu. Bo efekt chwilowy to nie ten pożądany. Są dni, kiedy mówię dość, położę temu kres, będę walczyć o moje racje. Nastaje burza i wygrywam... Bitwę o spokój ducha na tydzień. A potem? Potem rządzi stary porządek, mądrzejszy o kolejne taktyki maskowania, bądź ignorowania swoich grzeszków. A rozmówca zapytany wprost o daną sprawę zręcznie zmieni temat, albo skłamie w żywe oczy, z perfidną pewnością siebie. Cóż mi innego zostaje, jak nie urządzenie piekła? Nieważne. Co bym nie zrobiła, jak bym nie prosiła, jak bym nie biegała i się odgrażała. Nigdy nie wygram wojny, bo to jak walka z wiatrakami.
Tylko co mi po tej świadomości, skoro z pewnymi rzeczami pogodzić się nie mogę? Nie rzucę się pod pociąg z powodu uwierającego kamienia w bucie. Kamienia się nie pozbędę bo gdy tylko go wyrzucę, to but zabiera nowego, a buta wyrzucać nie chcę. Pozostaje mi iść wzdłuż szyn poboczem, zaciskając zęby za każdym razem gdy kamyk w piętę kole.
Są dni, że mówię dość. Poddaję się. Będę szła i wyła z bólu gdy kamyk w bucie porani mi stopę, a jak będę miała dość to sobie usiądę i popłaczę sobie troszkę nie zważając na to czy mój dół smuci tylko mnie.

17 komentarzy:

  1. Asertywności można się nauczyć, trzeba ćwiczyć.
    I to wcale nie jest walka z wiatrakami, trzeba po prostu zmienic swoje podejście do życia :)

    A czasem...nie ma co tłumaczyć, żeby ktoś zrozumiał, trzeba mu zrobić tak samo. Schowac milutki usmiech i kopnąc w tyłek-nie do wszystkich racjonalne argumenty trafiają, niektórzy są twardogłowi i dopóki czegos nie doswiadczą, nie dotrze do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że jest to walka z wiatrakami...
      Można odpłacić się pięknym za nadobne, czemu nie. Tylko to kompletnie nie skutkuje gdy drugiej osobie to czy owo nie przeszkadza. Bo postrzeganie świata każdy człowiek ma inne.

      Usuń
    2. Mi nie chodzi o jakąś zemstę. Tylko czasem żeby do kogos dotarło trzeba zrobic mu to samo, co on robi nam żeby zrozumiał.

      Usuń
  2. Takie dni są bolesne wręcz , ale i potrzebne. Trzeba czasami krzyknąć samej sobie, że dosyć. Chociaż ja swoje czasem wykrzyczę, a i tak na drugi dzień robię to samo. Taki charakter...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam ciągle i w kółko próbuje te wiatraki pokonać...

      Usuń
  3. Mam podobnie.
    Wtedy bardzo mocno krzyczę "dość"
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonale rozumiem... Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z tym, że takie gorsze dni są potrzebne. Sama dziś rano załapałam mega doła... wypłakałam się, wyżaliłam i przeszłam katharsis. Czuję, że teraz przez długi czas będzie ok. Każdy ma chwile słabości, nie można się tego wstydzić. Z tyłu głowy trzeba mieć zawsze słowa Ani z Zielonego Wzgórza, że jutor jest zawsze jasne i wolne od błędów :) Ja się tej zasady trzymam :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewne rzeczy przeżywam dłużej i raczej trzymam to w sobie. A potem cierpi na tym mój organizm...

      Usuń
  6. A ja ostatnio mam ochotę strzelać prawie do wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam to. Bardzo często nachodzą mnie dni smutku, czasem nie wiem dlaczego. Przychodzą znienacka, czasem bez powodu. Próbuję z nimi walczyć, ale bez skutku, musi minąć ten zły dzień sam, mój zły i przygnębiający humor, który udziela się innym. Kiedy coś innym próbuję tłumaczyć, nie rozumieją. To walka z wiatrakami. I nie ma sensu nic tłumaczyć, dopóki ja nie zmienię swojego nastawienia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ja zaczynam zmieniać podejście, przynajmniej próbuję. Tłumaczyłam nie raz,wwystarczy, nic na siłę.

      Usuń
  8. dopadło mnie to samo. Tylko ja mam w ogóle we łbie pomieszane i raz jest spoko, a zaraz nie. Czasem faktycznie ostrzeganie nic nie daje. najlepiej się schować, zrobić coś dla siebie, albo zmęczyć się

    OdpowiedzUsuń

Cenię umiejętność wyrażania własnego zdania bez zbędnych wulgaryzmów i krytykę konstruktywną...
Oraz wysiłek włożony we wpisanie choć jednej literki w polu "Nazwa":)
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Każdego chętnego zapraszam ponownie :)